Prosimy o pomoc dla Julii




"Człowiek jest wielki nie przez to,
co ma, nie przez to, kim jest,
lecz przez to,
czym dzieli się z innymi."


Jan Paweł II


Nowy pionizator

Przymierzamy się do zakupu nowego pionizatora dla Julki. Trudno mi w to uwierzyć, bo ja tego nie dostrzegam, ale Julia urosła. Nasz poprzedni pionizator zakupiony był w grudniu 2012 r. nie ma już możliwości wydłużenia. Zresztą Julia się zmieniła i jej potrzeby również. Dlatego szukamy dla niej nowego rozwiązania. Dla wielu osób nie związanych z tematem zapewne nasuwa się pytanie: po co stawiać, pionizować dziecko, które nie oszukujmy się nie ma realnych szans na chodzenie ? Przyznam, że kiedyś również tego nie rozumiałam. W wielkim skrócie pionizacja jest potrzebna, gdyż usprawnia pracę układu oddechowego, krwionoślnego, kostno-stawowego, trawiennego, moczowego, trawiennego, nerwowego. Poprzedni pionizator miał następujące zalety: lekki, mały – nie zajmował pół pokoju, cenowo przystępny (2200 zł – w całości refundacja NFZ), Wady: mało zablokowane stawy kolanowe, mogące prowadzić do deformacji oraz konieczność stałej asekuracji dziecka, w momencie korzystania ze sprzętu. Dla mnie jako mamy pracującej, która po przyjściu do domu ma mnóstwo rzeczy do ogarnięcia wada ta rosła do rangi dużego problemu, bo Julia nie stała tyle czasu, ile byśmy sobie życzyli.


Pierwszy raz w pionie - grudzień 2012 r.


Na dzień dzisiejszy, ponieważ Julka trochę urosła, istnieje możliwość zakupu tego sprzętu z udogodnieniami: ruchomymi stawami kolanowymi, biodrowymi i jakąś podpórką, aby Julka nie potrzebowała asekuracji.

Rozglądamy się dalej. Testowaliśmy Bafina. Służy do siedzenia i stania, regulowany elektrycznie. Cena ok. 8000 zł. Refundacja NFZ przypuszczalnie, bo nie dopytywałam szczegółów, jak podobnych sprzętów ok. 2200 zł - 2400 zł. Po bliskim spotkaniu Julki z w/w pionizatorem utwierdziłam się w przekonaniu, że nie jest on dla nas, tylko dla dzieciaczków mniej aktywnych górą, zwłaszcza wiotkich. I w naszym przypadku Bafin wymagałby sporych przeróbek ze względu na skrzywienie kręgosłupa Julki.


P


Małpka. To propozycja pionizatora przedniego ze stolikiem. Cena ok. 4600 zł. Refundacja NFZ ok 2200 zł. Zalety: stoi sama bez dodatkowej asekuracji; mnogość ustawień – producent podaje, że sprzęt do 9 roku życia; nie obciążamy, nie ocieramy pleców, które po spędzeniu połowy dnia w wózku mają ochotę pooddychać, świetnie trzyma Julki nóżki  i ostatnia istotna dla nas zaleta – jest stoliczek, czyli podczas stania dziecko może rysować, budować z klocków, jeść czy lepić pierogi, jak kto woli. Wada (dla mnie) – duże gabaryty.






Decyzja jeszcze nie została podjęta. Skłaniamy się jednak do małpki. Żeby jednak nie było tak prosto, wniosek na jakikolwiek sprzęt możemy uzyskać od lekarza specjalisty. W praktyce wygląda to tak: trzeba udać się do lekarza rodzinnego po skierowanie do ortopedy lub neurologa lub innego lekarza mogącego nam wystawić wniosek. Kolejnym etapem jest wizyta u takiego lekarza, oczywiście po odczekaniu swojej kolejki i zasugerowanie mu wypisania wniosku na taki, a nie inny sprzęt. Później jest wizyta w oddziale NFZ, który potwierdza (lub nie), że możemy otrzymać jakiś % refundacji. Następnie wybieramy sobie konkretną firmę, która zrobi nam dany sprzęt i określi cenowo ile będzie to kosztowało. Jeśli refundacja NFZ nie wystarczy (na pewno tak będzie) mamy możliwość ubiegania się o dofinansowanie w PFRON, z siedzibą w PCPR. Tam trzeba złożyć szereg dokumentów: wnioski, orzeczenie - "wszystko za zgodność" i zaświadczenia o dochodach - czy w ogóle łapiemy się w ich tablach. Na decyzje z PCPR czeka się ok. 1 miesiąca. Jeśli jest pozytywna i pokrywa resztę potrzebnych środków dopełniamy formalności z firmą od której kupujemy sprzęt. Jeśli nie - dopłacamy pozostałość ze środków własnych. Tak to wygląda. Na samą myśl o tych papierach i pieczątkach rośnie mi ciśnienie.