Prosimy o pomoc dla Julii




"Człowiek jest wielki nie przez to,
co ma, nie przez to, kim jest,
lecz przez to,
czym dzieli się z innymi."


Jan Paweł II


Pożegnanie sondy

Kiedy w lipcu 2011 r. Julia po ponad 10 miesiącach pobytu w szpitalu została wypisana do domu z sondą w nosie, naiwnie myślałam, że sama dosyć szybko pozbędę się niepotrzebnego gadżetu. Nic bardziej mylnego...
Przez pierwsze miesiące Julka miała tylko oddychać, tak oddychać - to stanowiło jej główną aktywność życiową. Nie było możliwości karmienia doustnego. Gdy koncentrator tlenu przestał już być niezbędny do życia, podejmowaliśmy próby jedzenia, jednak były to ilości śladowe, często zakończone wymiotami z powodu nadmiaru połkniętego powietrza albo samej niechęci ze strony Julki. Po drodze spotkaliśmy neurologopedów, którzy starali się pomóc, ale niestety ilość zjedzonego przez Julkę posiłku nie była wystarczająca. Powoli traciłam resztki nadziei, że Julia będzie jadła sama. Dodatkowo w zasadzie każda wizyta w poradniach specjalistycznych kończyła się rozmową na temat pega (rureczka bezpośrednio do żołądka). Zbawieniem okazała się wizyta u dr Aleksandry Łady, która postawiła mnie na nogi i otrzeźwiła z manipulacji mojej córeczki, której było wygodnie nie jeść. Pani Ola opracowała plan pozbycia się sondy, który już kilka dni po wizycie wcieliliśmy w życie. Pierwszy dzień był bardzo ciężki, jednak już następnego Julia pozwoliła się karmić. I nie musieliśmy już sięgać po sondę. Dużo wsparcia dla mnie i cierpliwości dla Julki okazały babcie, które karmiły ją, kiedy ja byłam w pracy. Jestem pewna, że dzięki ich determinacji osiągnęliśmy sukces.